Jakiś czas temu moja starsza o 11 lat siostra powiedziała mi, że przeraża ją to, że ja w wieku 24 lat mam więcej znajomych po rozwodzie, niż ona w wieku 35. Z przykrością muszę stwierdzić, że to prawda.
Wielu moich znajomych brało ślub, bo czas naglił. Dziecko było w drodze i nie wypadało, żeby wychowywało się w niepełnej rodzinie. Po kilku latach zaledwie parę takich małżeństw wytrwało. Większość rozchodziła się, bo:
- Nie zdążyli się wyszaleć, a kiedy chcą nadrobić stracony czas, to druga połówka marudzi, że jest dziecko i w domu trzeba siedzieć.
- Byli ze sobą zbyt krótko, by się dobrze poznać i dochodzili do wniosku, że to małżeństwo nie ma sensu.
- On nie chciał z dzieckiem siedzieć, a ona miała dość.
- Nie mieli zbyt wiele lat, kiedy się pobrali i w końcu codzienność ich przytłoczyła, a miało być tak fajnie.
- Pojawiał się ktoś trzeci.
- W małżeństwo wtrącali się teściowie i inne "życzliwe" osoby.
Wiem, że gdybym żyła w dawnych czasach to by mnie na stosie spalili, że już wiekowa jestem, a jeszcze męża i dzieci nie mam, ale sporo się zmieniło. Kiedy znajomi mówią mi, że biorą ślub, bo im rodzice każą, pukam się w czoło. Małżeństwo to powinna być decyzja narzeczonych, nie testu ciążowego, czy rodziców chcących już, teraz, zaraz chwalić się zdjęciami ze ślubu dzieci. Powinno być też PRZEMYŚLANĄ decyzją.
W przyszłym roku wychodzę za mąż. Z narzeczonym jestem od ponad 4 lat. Mieszkamy razem. Miewamy wzloty i upadki, ale na szczęście oboje pielęgnujemy ten związek i mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli powiedzieć o sobie to samo, co ci ludzie na wklejonym powyżej obrazku. Byliśmy ponaglani, bo jak to tak żyć bez ślubu, ale postanowiliśmy zawrzeć związek małżeński, kiedy będziemy do tego gotowi. A że ludzie gadali. Oni zawsze znajdą jakiś powód do plotek. Tym akurat nie trzeba się przejmować.
